czwartek, 24 lipca 2008

Śmiech.

Nie wolno mi palić.Nie powinienem palić.Od palenia zatoki bolą mnie tak strasznie,ze nie chce mi się żyć, ale i tak nie chce mi się żyć, wiec jakie to ma znaczenie?Jestem tak potwornie zmęczony narastającą niespełnialnością mojej egzystencji.Niby mam wszystko a tak naprawdę nie mam nic.Każdego dnia,w każdej chwili toczę beznadziejną walkę o kilka chwil ulgi, o choć trochę oddechu, o to żeby udowodnić sobie i światu ze moje marne życie ma jakiś sens.Jestem całkowitym i totalnym emocjonalnym bankrutem, myślę ze blizny przeszłości tak bardzo wrosły mi w dusze,ze tylko lśniący intelektualnym chłodem gorzki cynizm może dać mi jakakolwiek równowagę.Po co komukolwiek ufać, albo w cokolwiek wierzyć?Złudzenia są gorzka trucizna,która zatruwa trzeźwy i zdrowy z natury Umysł! W okrutny sposób bawi mnie czasem bezmiar cierpienia jakiego doświadczam i doświadczałem w swoim życiu.Swoje przetrwanie traktuje jako sarkastyczne wyzwanie rzucane swoim słabościom i ułomnościom - w końcu mam bardzo ambitny cel-żyć dłużej niż moja matka.Zostały mi jeszcze cale dwa lata,szmat czasu żeby przytrafiło mi sie przypadkiem coś dobrego.Rachunek prawdopodobieństwa jest tutaj po mojej stronie!Od tego śmiechu aż mnie coś dusi w sercu...