Krwawa plama futra szpecąca idealną czerń drogi.
Kiedyś nazywała się Azor,Kiciuś, może Pimpek.
Przytulana przez dziecięce dłonie w chłodne wieczory.
Miaucząca lub szczekająca żywa pozytywka.
Dzisiaj nie ma już imienia.
Nikt jej nie obejmuje i nikt jej nie chce.
Żarłoczne opony sprawiają, że staje się coraz bardziej płaska.
Coraz bardziej nijaka, nieistniejąca, nieżywa.
Aż w końcu nie pozostanie z niej nic.
Prócz odrobiny smutku i tęsknoty
Ukrytych w obojętnym pięknie błękitnego nieba.