Jestem tylko cieniem tego kim naprawdę mógłbym być. Marna imitacją, podróbką bez żadnego znaczenia. Szyderstwem z idei doskonałości, bezwartościową kopią boskiego projektu. Jednym z nic nieznaczących zer, których nieskończona ilość sumuje się bez przerwy do zawartości Wszechświata.
Jestem zbednym oddechem w calym szalonym huraganie
zdarzen,który rzezbi historie i swiat. Żałośnie nieoryginalna Kroplą zbędnej wody w całym oceanie dziejów, jednym z miriadow lisci drzacym
na sama mysl o nieuchronnym i ostatecznym upadku.
Jestem pustym dzwiekiem skladajacym się na wielka
symfonie zbednych istnien, wyblaklym obrazem w muzeum zycia odwiedzanym tylko
przez kochajacych kicz slepcow.
Jestem skaza w idealnej hierarchii przekonan i wartosci, nienaturalnym
wybrykiem topiacym się z przerazeniem w strumieniu niezrozumialych ludzkich
slabosci.
Jestem niewolnikiem statystki, rzutem kośćmi pomiędzy
jednym a drugim uderzeniem serca. Kazda moja chwila wysycona jest przerazajacym
oczekiwaniem na rezultaty niekończących się losowań. Z niewyobrażalnym strachem myślę o momencie kiedy wynikiem będzie już tylko wieczna cisza.
Jestem najmarniejszym wyznawca pustki i chaosu,nawet
prawdziwym bogom nie umiem się poklonic do konca. Jestem tez dziurawym sitem lowiącym prawdy w studni
Objawienia. Wyłowiłem już tak wiele rozczarowan, szkoda tylko ze nawet one nie
pozostaja we mnie dłużej niż zaledwie chwile.
Jestem kolekcjonerem doznań bez żadnej wartości: od fałszywej ekstazy ukrytej w przezroczystej
butelce po prawdziwie chwytający za
serce blask ciemnych oczu.Wszystko to jest tylko żałosnym tłem dla smutku i samotności, którymi wymalowane jest moje wnętrze.
Przerażająca rzeczywistosc rozszeptala mnie na kawałeczki
strachu obojętnymi ustami Codziennosci.
Dzisiaj jestem inny niz wszyscy a jednoczesnie
obrzydliwie taki sam.
Dzisiaj jestem tylko czlowiekiem…