Wszechobecnie wilgotny chłód oblepia panoramę czasu duszącą pajęczyną obojętności.
Zredukowane do kłębistej szarości niebo odbija jedynie smutek i rezygnację powplatane w cierpkie miny nic nieznaczących dwunożnych zwierząt.
Chwilami czarne jak węgiel kreski uciekających ptaków rysują
na nim oskarżycielsko pożegnalne wzory.
Ryczący wiatr obdziera do kości udręczone kikuty drzew, czasami w przebłysku wrażliwości słyszę jak zawodzą w tęsknocie za schnącymi na gnijącym dywanie dziećmi.
Ryczący wiatr obdziera do kości udręczone kikuty drzew, czasami w przebłysku wrażliwości słyszę jak zawodzą w tęsknocie za schnącymi na gnijącym dywanie dziećmi.
Lodowato mlecznogęsta mgła skrywa rozmazane kształty świata
za wszechogarniającym welonem białej melancholii.
Betonowa armia latarni pozbawionym ciepła blaskiem rzuca wyzwanie purpurowo posępnemu mrokowi.
Betonowa armia latarni pozbawionym ciepła blaskiem rzuca wyzwanie purpurowo posępnemu mrokowi.
Kartki kalendarza bezczelnie mamią pozornym upływem
czasu.Tylko kompletny szaleniec uwierzyłby, ze każdy kolejny dzień nie jest zmyślną kopia poprzedniego.
Kroplista nawałnica zawęża horyzont do miriadów bliźniaczo
nieoryginalnych pionowych strumieni.Dziwne ze chmury podobnie jak ludzie płaczą
zawsze tylko w jednym kierunku.
Ciężka i gęsta niczym ołów aura zwątpienia wypełnia pulsującą natarczywością pustkę po blednących niczym trup wspomnieniach lata.
Jestem tylko tym co czuję, cała reszta to jedno wielkie złudzenie!
Upiornie piękna ta moja jesień!