środa, 13 lutego 2013

Tam. (niepoetyckie okruchy wspomnien).

(na podstawie szkicu z 2012)


Wspomnienia zalewają mnie niczym wzburzona morska fala niszcząca domki z piasku wyobrażeń.
Krok po kroku, rozpędzając się w nostalgicznej ucieczce wracam myślą do miejsc które nie maja już prawa istnieć. Miejsc, które były świadkiem tego jak wyłaniałem się z delikatnej piany oczekiwań i niedopowiedzeń.
 W jednym z takich miejsc uzyskałem świadomość swojego istnienia, zrozumiałem co to fotel a co ściana i dlaczego pluszowy mis nie chce oddychać.
 Tam odkryłem,ze dorośli brutalnie i bezceremonialnie ingerują w moja dziecięcą wolnosc. To tam pewnego wieczoru lezalem za wielkim liściem łopianu nie reagujac na nawolywania rodzicow i oczekujac z perwersyjnym podnieceniem na nieuchronną karę. To tam wybralem sie na pierwszą w życiu wyprawę trojkołowym rowerkiem,dojezdzajac az do centrum miasta. Do dzisiaj pamiętam to przerazenie polaczone z ekscytacją nowością i poczuciem ze nie ma dla mnie już żadnych granic!
Tam tez powiązałem strach i ścisk w gardle z groźnym i ostrym zapachem skórzanego pasa wydobywanego z ciemnej szafy żeby uczyć mnie trudnej sztuki cierpienia.
Tam poznałem swojego pierwszego przyjaciela i zrozumiałem,ze przyjaźń to takie ulotne i nietrwale uczucie.
W tym miejscu po raz pierwszy w wieku kilku lat bawiłem się w doktora z córką znajomej mamy. Pamiętam,ze kobiece cialo
wydało mi się takie zabawnie podobne do mojego,za wyjątkiem kilku detali których znaczenia wtedy nie rozumiałem.
Wszystko
było wówczas takie monumentalne, subtelnie groźne i pachnące niewypowiedzianą tajemnicą. Moja matka prawie w ogóle nie była jeszcze demonem a ja  przez 4 lata bylem jedynakiem, centrum i osią nie tylko mojego Wszechświata. 
Poznawałem świat zawężony do podworka jak maly kot biegający z dziką radością po nowym miejscu. Odległości wydawaly mi sie takie wielkie, drzewa niebotycznie wysokie a dorośli potężni, groźni i wspaniali. 
Patrzylem na swojego tatę z niemym zachwytem i podziwem, wydawał się taki mądry, silny i wszechmocny, gdyby zechcial moglby zmiescic caly swiat w swoich objeciach. Znal odpowiedzi na wszystkie pytania zarowno te, ktore zadawalem, jak i wszystkie inne ktore dopiero mialem nauczyc sie zadawac. Tak bardzo zalezalo mi wtedy na jego milosci i akceptacji, mialem poczucie ze jestem zwiewnym okruchem istnienia, drobną iskierką, ktora moze w kazdej chwili zgasnac jesli ktos mnie nie uchroni przed wiatrem szalejacym za bariera obdrapanych okien.
Obserwowalem walczace w syzyfowym wysilku z wiatrem mewy i marzylem o tym jaki kiedyś będę poteżny i wspanialy, prawdziwy pomnik ludzkiej dumy i godnosci. Marzylem o tym jak bede pomagal innym i jak wszyscy beda mnie kochac i uwielbiac za to jaki będę dobry.

Male, głupie dziecko zamknięte w ciasnej klatce swojego bardzo jeszcze ludzkiego umysłu!