Sługa obowiązków nudnych, meczących i banalnych, niewolnik
dni oraz chwil bez smaku i znaczenia
Destrukcyjne i pełne
chaotycznych instynktów zwierzę uwiezione w ciasnej i kruchej skorupie
intelektu.
Potrzeba istnienia
niewolniczo zależna od neurohormonalnej układanki rozsypanej w kapryśny i bezładny wzór.
Popękane naczynie pełne wspomnień tak mrocznych, ze ich blask wydobywa się nawet spod sparaliżowanych
snem powiek.
Podświadoma otchłań pragnień wypełniona wizją butelek pobrzękujących niczym niewidzialne kajdany.
Namiętny i oddany użytkownik kolorowych pigulek, które obiecują żebraczą porcję ulgi wyrażoną w
miligramach. Niestety nawet nadzieja łykana garściami ginie we mnie bez żadnego śladu.
Poddany zwierzęcej natury
szczerzącej pełną instynktów paszczę przez okrągłe niczym młyńskie kola źrenice.
W złowrogim cieniu
dopaminowej klatki stoję nad przepaścią zachęcającą do skoku obrzydliwym mlaśnięciem znienawidzonych pragnień.
Jej krawędź jest cienką
i niemal niewidzialną granicą oddzielającą rozsądek od obłędu.
Jeden krok i
zamienilbym się w marne krwiste istnienie - bez cienia duszy w straszących zużyciem oczodołach.
Jeden mały krok!
Gdyby Bóg kochał mnie choć trochę nigdy nie pozwoliłby mi się narodzić!