Ma zapach zielony
Jak źdźbło soczystej
trawy
Jest ciężka
Niczym gorące
powietrze
Nad rozgrzaną do białości
łąką
Wyróżnia się gorzkim
smakiem
Soli po wyschniętych łzach
Wlewa się pulsującym
rytmem
W sztuczne arterie
ludzkich mrowisk
Zamienia wiecznie tkający Czas
W srebrzystą pajęczynę przeszłości
Poświęca magiczną
chwilę
Najnędzniejszemu żebrakowi
Często potrafi zaiskrzyć
W kolorowym skrzydle motyla
Błyszczy niczym
Gwiazda Poranna
Na firmamencie mojego
smutku
Bez niej byłbym tylko głupcem
Zagubionym w lesie
pustych slow.