Dziwadełka to specyficzny stan materii składającej się z samych kwarków i wymykającej się wszelkim prawom klasycznej fizyki. Blog, który miał być zwykłym zapisem moich myśli z czasem stal się właśnie takim dziwadełkiem,czymś co wymyka się konwencji poezji i prozy. Jedna cząstka dziwadełka może przemienić cały Wszechświat na swoje podobieństwo. Jedno słowo zamienia kolejne w nigdy nieustającą rzekę myśli.
wtorek, 5 czerwca 2007
Złość.
Złość rozlewa się we mnie niczym ciemna gęsta chmura, jaskrawo ciemnymi wyładowaniami nasyca komórki, napina mięśnie, pobudza układ sympatyczny, wirującym strumieniem wpompowuje krew w nagle rozbudzone ciało. Och lubiliśmy się kiedyś złościć, czuliśmy tę moc, potęgę, tę wyższość, te pierwotna zwierzęca sile płynąca z sumie banalnego faktu uwolnienia neurohormonów w szczelinach synaptycznych. Wówczas złość była jak nieokiełznany rumak, Pegaz bez Bellerofonta, jak chwilowe przeznaczenie, od którego nie było ucieczki. Chichotała w ostrych, raniących słowach, wbijała się fałszywie bezszelestnym, bolesnym brakiem szacunku w ludzkie słabości, trzeszczała do spółki z suchym trzaskiem w rozbijanych szczękach, łamanych nosach, karmiła się przerażonymi spojrzeniami. Och umiałem szybować na skrzydłach gniewu, unosić się na falach hipomaniakalnych złudzeń po to, żeby kończyć w parszywym piekle pijackiego poczucia winy, obrzydzenia samym sobą i przerażenia, ze człowieczeństwo można gdzieś zgubić na zawsze. Cóż, to było kiedyś. Teraz złość jest dla mnie jak uporządkowany ruch cząsteczek (prąd dla cyborga chciałoby się powiedzieć;)), jest jak rezerwuar nieskończonej energii, z której mogę czerpać, po to żeby realizować swoje wartości, po to żeby żyć pełniej, lepiej i bardziej w zgodzie z samym sobą. Paradoks? Niekoniecznie, ślepe siły są użyteczne kiedy uwalnia je sprawna i zdecydowana ręka. Mało skromne? Może...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz