Osuwam się we wspomnienia cieple i miękkie jak dotyk ukochanych,kobiecych ust.W zmysłowym i namiętnym tańcu ze swoimi pragnieniami zatracam się w poszukiwaniu łagodności i ukojenia.Słowa twarde jak granit i ostre jak brzytwa odkładam gdzieś do najdalszych zakamarków wiecznie walczącego umysłu.W kącikach wilgotniejących oczu próbuję odnaleźć okruchy delikatnych doznań, odpryski wzruszeń lekkich i zwiewnych jak poranna mgła nad wilgotniejącymi porannym chłodem łąkami.Rozkoszna fala napływającego bezczuciem sennego ukojenia zalewa wszystkie moje niespokojne myśli i skrzypiące niespokojnie emocje pordzewiałe od korozji przykrych wydarzeń.W przedsennej bezczelnej śmiałości marzę o cieple lezącego obok ciała, które byłoby choć trochę moje, o sercu które biłoby choć trochę dla mnie i umyśle dla którego byłbym choć trochę ważny.W błogim rozrzewnieniu, ułożony na krawędzi snu ośmielam się wierzyć, że zasługuję na więcej niż daje mi wyrachowana i skąpa rzeczywistość.Przez te krótką chwilę,sekundę wybijającą granice między snem a jawą przestaję być mentalnym Spartaninem i zaczynam śnić na jawie o tym, że mógłbym pisać poezję o wysokich i pięknych górach, o wieczorach duszących ciemniejącym pięknem,morzu tak granatowym i głębokim,że mogą się w nim zmieścić wszystkie tajemnice świata.Mogę wyobrazić sobie,że Tetmajer i Lesmian chcieliby zobaczyć moje słowne obrazy,ze mógłbym być wirtuozem słowa, a nie marnym i upadłym quasi intelektualista z kamienna kula przeszłości u nogi.Ostatnio bliżej mi raczej do Uranii niż Kaliope,zresztą i tak nikt mnie nie rozumie ani nie chce zrozumieć.
Och jak bardzo,strasznie,okropnie i boleśnie jestem szczęśliwy, ze mam samego siebie i swoją wrażliwość, bez tego byłbym całkowitym bankrutem...
Dziwadełka to specyficzny stan materii składającej się z samych kwarków i wymykającej się wszelkim prawom klasycznej fizyki. Blog, który miał być zwykłym zapisem moich myśli z czasem stal się właśnie takim dziwadełkiem,czymś co wymyka się konwencji poezji i prozy. Jedna cząstka dziwadełka może przemienić cały Wszechświat na swoje podobieństwo. Jedno słowo zamienia kolejne w nigdy nieustającą rzekę myśli.
środa, 25 czerwca 2008
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Walka.
Chłodne krople deszczu wystukują z monotonną pokorą smutną litanię na twardej i chropowatej skórze Ziemi.Przytulony do czerni czerwcowej Nocy siedzę w oparach wirującej wokół mnie muzyki i zastanawiam się nad ewolucją mnie i mojego postrzegania świata.Cały jestem z potrzaskanych wspomnień i doświadczeń posklejanych gorzkim Nektarem samotnych chwil.Jego smak jest tak orzeźwiająco cierpki,ze nie mogę się od niego uwolnić.Niemal tak cierpki jak usta kochanki, która zniewoliła mnie kiedyś tak, ze prawie zapomniałem, że jestem człowiekiem.Ale to przeszłość ,a dzisiaj miało być o zmienności. O drżeniu, wibracjach, ruchach, tąpnięciach, przemianach o tym, że tak cholernie ciężko jest zatrzymać chwile, emocje i ludzi w spokojnym obszarze bezpieczeństwa i niezmienności.Weźmy na przykład taką Miłość,emocję osobliwą utkaną bardziej z materii złudzeń i wyobrażeń niż suchych faktów i analiz. Czy można trwale kochać w sytuacji kiedy bezwzględny czas pozera każdą ze szczęśliwych chwil , a złudzenia płoną coraz słabszym blaskiem? Oczywiście, że można!Dla mnie Miłość to akt trwania,kreacji i Wiary,to przede wszystkim walka o bliskość i zrozumienie na przekór entropii,chaosowi,destrukcji i wszelkim przeszkodom. Jest Miłość dla mnie wielkim wysiłkiem i wyzwaniem,często przerastającym moje skromne siły i burzącym spokój mojego idealnie harmonicznego,wewnętrznego świata.Niezależnie do tego wiem,wierze i jestem pewien ,że warto.W końcu co lepszego może mnie w życiu spotkać?Nawet nowe blizny są lepsze niż pustka w duszy i sercu. Trochę zbyt wzniośle i patetycznie smakują dzisiaj moje frazy ,ale tak bardzo tego potrzebuję do walki z szarością i monotonia codziennych zmagań. Ciągle tylko walka i walka,szkoda ze nie urodziłem się w trakcie wojen husyckich...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)