Osuwam się we wspomnienia cieple i miękkie jak dotyk ukochanych,kobiecych ust.W zmysłowym i namiętnym tańcu ze swoimi pragnieniami zatracam się w poszukiwaniu łagodności i ukojenia.Słowa twarde jak granit i ostre jak brzytwa odkładam gdzieś do najdalszych zakamarków wiecznie walczącego umysłu.W kącikach wilgotniejących oczu próbuję odnaleźć okruchy delikatnych doznań, odpryski wzruszeń lekkich i zwiewnych jak poranna mgła nad wilgotniejącymi porannym chłodem łąkami.Rozkoszna fala napływającego bezczuciem sennego ukojenia zalewa wszystkie moje niespokojne myśli i skrzypiące niespokojnie emocje pordzewiałe od korozji przykrych wydarzeń.W przedsennej bezczelnej śmiałości marzę o cieple lezącego obok ciała, które byłoby choć trochę moje, o sercu które biłoby choć trochę dla mnie i umyśle dla którego byłbym choć trochę ważny.W błogim rozrzewnieniu, ułożony na krawędzi snu ośmielam się wierzyć, że zasługuję na więcej niż daje mi wyrachowana i skąpa rzeczywistość.Przez te krótką chwilę,sekundę wybijającą granice między snem a jawą przestaję być mentalnym Spartaninem i zaczynam śnić na jawie o tym, że mógłbym pisać poezję o wysokich i pięknych górach, o wieczorach duszących ciemniejącym pięknem,morzu tak granatowym i głębokim,że mogą się w nim zmieścić wszystkie tajemnice świata.Mogę wyobrazić sobie,że Tetmajer i Lesmian chcieliby zobaczyć moje słowne obrazy,ze mógłbym być wirtuozem słowa, a nie marnym i upadłym quasi intelektualista z kamienna kula przeszłości u nogi.Ostatnio bliżej mi raczej do Uranii niż Kaliope,zresztą i tak nikt mnie nie rozumie ani nie chce zrozumieć.
Och jak bardzo,strasznie,okropnie i boleśnie jestem szczęśliwy, ze mam samego siebie i swoją wrażliwość, bez tego byłbym całkowitym bankrutem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz