Z przerażeniem
codziennie rano sprawdzam czy wypłynąłem ciepły z sennej otchłani bezistnienia.
Sam nie wiem czy ulga, którą wtedy czuję nie jest największym fałszem mojego życia.
W coraz bardziej mi niechętnej powierzchni lustra znacznie częściej doszukuje się śladów dłuta
niezgrabnego Rzeźbiarza.Z panika obserwuje jak niestarannie i niechlujnie
pracuje nad czołem i kącikami oczu. Oby nie przesadził, w końcu my esteci nawet
w trumnie chcemy się odpowiednio prezentować!
Z lekiem wsłuchuję
się w miarowo niespokojne bicie serca. Z każdym dniem staje się coraz bardziej świadomy jego istnienia, tak jakby stukocząco znajomy rytm ciągle przypominał
mi, ze im dalej od Początku tym bliżej Końca, a każda podroż musi kiedyś dobiec
kresu.
Srebrzyste oznaki słabości złośliwie staja się coraz bardziej widoczne w niegdyś idealnie brązowej zasłonie moich włosów. Są jak pęknięcia w murze, zwiastun subtelnego i podstępnego rozpadu, cicha zapowiedz katastrofy pomijana do czasu aż cala
konstrukcja zawali się z hukiem!
Z zaciśniętym gardłem myślę o tych wszystkich znajomych istnieniach, które zgasną na moich
oczach. I bez tego czuje się nieskończenie i idealnie samotny. Cóż, jeśli do nieskończoności dodam skończoną liczbę zgonów to uda mi się może nawet tego nie zauważyć.Tania, matematyczna
sztuczka wymyślona po to żeby nie udławić się własnym cierpieniem.
Świadomość nieskończenie mroźnej i pozbawionej
Boga pustki wypełnia każdą komórkę mojego ciała pierwotnym i zwierzęcym
strachem. Im mocniej o tym myślę tym bardziej przestaje istnieć-znikam , gubię
się, zatracam w wizji wiecznego i wszechobejmującego chłodu.
Mój Olimp jest tak naprawdę rajska wyspa mojej świadomości zatapiana powoli przez fale nieustającego przypływu. Każdego dnia jest mnie delikatnie, ale i nieubłaganie mniej, z każdym oddechem wyzbywam się odrobiny siebie, staje się mniej znaczący,
istnieje niezauważalnie ale postepująco słabiej.
Ze spokojna
rezygnacja przyglądam zbliżającej się tafli Otchłani. Jest tak mrocznie i
bezdennie pojemna, ze nawet moja energetyczna aura nie będzie stanowić dla niej żadnego wyzwania.
Kto powiedział , ze życie nie będzie miało żadnej ceny?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz