Dziwadełka to specyficzny stan materii składającej się z samych kwarków i wymykającej się wszelkim prawom klasycznej fizyki. Blog, który miał być zwykłym zapisem moich myśli z czasem stal się właśnie takim dziwadełkiem,czymś co wymyka się konwencji poezji i prozy. Jedna cząstka dziwadełka może przemienić cały Wszechświat na swoje podobieństwo. Jedno słowo zamienia kolejne w nigdy nieustającą rzekę myśli.
poniedziałek, 14 maja 2007
Początek.
Na początku bylo Slowo. Ciekawe czy ktoś tutaj zajrzy po przeczytaniu mojego ekstremalnie groźnego opisu.Nigdy nie prowadziłem Bloga i zastanawiam sie czy to już nowy gatunek literacki, czy tylko zdegenerowana przez globalizację i rozwój technologii forma ekshibicjonistycznego pamiętnika. Z drugiej strony Blog pozwala na pokazanie dynamiki zmian w życiu, na przejrzenie sie w lustrze wczorajszych doznań i emocji, wreszcie na choć trochę większą prawdziwość w pokazaniu siebie. Tak mocno wierze w słowa, ze czasem wydaje mi sie to przekleństwem, każda niedotrzymana przez kogoś obietnica pali piętnem zgwałconej prawdy, każda niesprawiedliwa krytyka podcina i tak niezdolne do lotu skrzydła. Chyba troche przeegzaltowany ten początek, ale co mi tam, moj Blog i mogę sobie narzucać taki styl na jaki mam ochote!;) Pozwólcie, ze z marszu wejdziemy w głąb mnie, bez wstępu, bez opowieści o moim życiu,strasznych i wesołych historii o tym jak i co było kiedyś.Nawiązania do przeszłości bedą i to liczne, ale z czasem. Odkrywanie przeszłości zostawimy sobie na przyszłośc. Dzisiaj spaceruje w moich żyłach smutek pod rękę z przygnębieniem.Sączą się przez bolące serce, przesuwają sie przez pełną wspomnień głowę, skraplają się na powiekach i sprawiają, że oczy mi wilgotnieją.Ktoś umarł.Wiem, że to brzmi banalnie, że śmierć w swojej istocie jest banalna, powtarzalna i nieunikniona, ze śmierć może spowszednieć, znużyć, zmęczyć.Ale to się zmienia kiedy śmierć odbiera mi coś ważnego.Umarł człowiek, którego bardzo ceniłem, ktoś kogo darzyłem szacunkiem i ktoś kto miał wybitnie dobre serce.Trudno mi powiedzieć, że był bliską osobą, był raczej kimś kogo świadomość istnienia powodowała, że świat wydawał mi się trochę lepszy. Szczerze mówiąc mało kogo cenię, jeszcze mniej ludzi szanuję i jeszcze mniej znam ludzi z dobrym sercem.Absorbuję rzeczywistość z czujną ostrożnością, nie dopuszczam ludzi zbyt blisko, unikam niepotrzebnych interakcji, skupiam się na realizowaniu i obronie swoich wartości.Może nie jestem przez to najszczęśliwszy, ale za to jestem bezpieczny.I po tej śmierci myślę (aczkolwiek może to smutek mruczy teraz fałszywie w mojej głowie), że w pewien straszny sposób mam rację, że jak mi na kimś zależy,że jak ktoś będzie blisko, że jak pozwolę sobie na to, żeby coś stało się ważne to za jakiś czas zostanę ukarany brakiem tego za nadmierny optymizm, za brak ostrożności, za to że zdradziłem moje ukochane sceptycyzm i racjonalizm. Ktoś umarł a ja pisze o sobie.Myślicie, ze to egoistyczne?Ja myślę, że fakt, że stałem sie na chwilę zwierciadłem dla kogoś,kogo już nie ma to oznaka głębokiego i szczerego hołdu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz