Dziwadełka to specyficzny stan materii składającej się z samych kwarków i wymykającej się wszelkim prawom klasycznej fizyki. Blog, który miał być zwykłym zapisem moich myśli z czasem stal się właśnie takim dziwadełkiem,czymś co wymyka się konwencji poezji i prozy. Jedna cząstka dziwadełka może przemienić cały Wszechświat na swoje podobieństwo. Jedno słowo zamienia kolejne w nigdy nieustającą rzekę myśli.
wtorek, 15 maja 2007
Zmiany.
Dzisiaj dość ważny dzień. Dość, bo sprawy materialne nigdy nie były największym problemem w moim życiu. Mogę powiedzieć, ze moja droga życiowa, dzieciństwo i wzorce wyniesione z domu uchroniły mnie przed submisywnym stosunkiem do pieniędzy i wartości materialnych.Nie zrozumcie mnie źle, lubię komfort, lubię ładne rzeczy, pewnie chciałbym jeździć lepszym autem czy tez kupić sobie własny dom.Ale nie są to cele, które mogłyby zdominować moje życie, stać sie wyznacznikiem tego kim i czym jestem,stać się energią, która pcha mnie do celu bez względu na koszty.Byt określa świadomość?O nie, jako liberał mogę spoliczkować słownie Marksa bez żadnych skrupułów (oczywiście nie odbierając mu jego wielkości;)) Ważność dzisiejszego dnia oczywiście nie wynika z jakichś absolutnych przesłanek, ale jest wtórna i relatywna do pewnych procesów zachodzących w moim życiu.Po ponad 3 latach pracy w A. pod koniec kwietnia postanowiłem, że dość już etycznych kompromisów, dość rozmieniania się na drobne, dość marnowania mojego talentu dla ludzi o wątpliwej reputacji,marnych umiejętnościach i nazbyt elastycznym kręgosłupem moralnym.Niech udławią się swoja pazernością, władzą, kolesiostwem, nepotyzmem.Niech tworzą sobie swoje układy,układziki,koterie.Mogą roznosić sobie plotki,ploteczki, kłamstwa, połprawdy.Moga manipulować ludźmi, rozgrywac ich miedzy soba, oszukiwac, prowokowac, szukać haków.O taaaaaak tyle "porządnej" życiowej wiedzy zostawiłem za sobą, całe szczęście, że jestem zbyt dumny, niepokorny i niezależny na to, żeby bezkrytycznie przyswajać sobie takie umiejętności.Myślę czasami o konstytucji, o wartościach zapisanych drobnym maczkiem w ustawach, statutach, regulaminach, kodeksach etycznych i dopada mnie splin, poczucie niemożności i nihilizmu.Administracja publiczna to bagno stworzone z ludzkich instynktów,żądz i lęków, to rodzaj powrotu do plemiennego sposobu funkcjonowania, chory rodzaj społecznego darwinizmu."My" , "oni" , "nasz" "swój", aż się prosi o ewolucyjne analogie.Wspólnotę genetyczną zastępuje wspólnota układowo-polityczna,geny walczą o ekspresję tak samo jak stronnictwa walczą o wpływy, władze,korzyści etc.Zresztą zmiany, które zachodzą w takim środowisku są tak samo jak ewolucja niekierunkowe i polegają na chwilowym dostosowaniu do zmieniającego się środowiska.Bawi mnie czasem zwyczajowe rozumienie ewolucji nastawionej na postęp i hierarchiczność.Ludziom tak ciężko jest czasem przyjąć do wiadomości, że człowieczeństwo jest dziełem przypadku:D Jestem dumny z tego, ze odszedłem stamtąd bez mrugnięcia okiem, kiedy pojawiła się taka możliwość, zabrzmi to może idiotycznie,ale uciekam do sektora prywatnego z wiarą, że tam będę mógł realizować się w zgodzie z samym sobą. Trochę przeraża mnie, że za nikim i niczym nie tęsknię, że po prostu odwróciłem się i w jednej chwili trzy lata mojego życia stały się pyłem na drodze.Na dodatek jeszcze nie wiem do końca co mnie czeka Odwaga kosztuje powiecie?A co mi tam, zawsze wolałem być odważny. Odwaga daje mi porażające uczucie superkontroli nad własnym życiem, jest jakby dowodem na to, że nie ma niczego w mojej rzeczywistości czego nie mógłbym zmienić. Oczywiście to fałszywa wizja, ale za to jak ekscytująca!! Zmiana jest istotą ludzkiej egzystencji i podstawą funkcjonowania świata i rzeczywistości. Poddaję się zmianie, wierząc, że taki jest porządek tego świata, którego na razie nie zmienię (z mocną emfazą na "na razie" :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz