Dziwadełka to specyficzny stan materii składającej się z samych kwarków i wymykającej się wszelkim prawom klasycznej fizyki. Blog, który miał być zwykłym zapisem moich myśli z czasem stal się właśnie takim dziwadełkiem,czymś co wymyka się konwencji poezji i prozy. Jedna cząstka dziwadełka może przemienić cały Wszechświat na swoje podobieństwo. Jedno słowo zamienia kolejne w nigdy nieustającą rzekę myśli.
czwartek, 14 czerwca 2007
Lęk.
Duszę się z niespełnienia i przygaszającego niczym ciemna chmura lęku. Czasem kiedy bardzo się boję to wydaje mi się, że przestrzeń zaczyna się kurczyć, malec, zakrzywiać w miażdżącym błagające o wolność płuca uścisku. Zaczyna przytłaczać mnie obraźliwie piękna aura czerwcowego wieczoru, wspomnienia wykrzykują smutnym zgrzytem litanię prawd i świadectw przeszłości nie tak jeszcze bardzo martwych. Zdania rozciągają się w nieskończoność, słowa wracają pustym echem bez żadnego znaczenia. Lęk jest jak idealnie gęsta pustka, im jest go więcej, tym zimniejszy się staję, wytłumia się we mnie jakakolwiek energia, zanikają umysł, wola i świadomość. Lęk to naprawdę mała śmierć i wielkie unicestwienie, złudna droga w jedną stronę i wielki Pogromca. Tylko moja wiara umie stawić czoła lękowi! Nie jakaś tam letnia wiara w byty mniej lub bardziej boskie, ale gorąca świadomym samoocaleniem wiara w celowość, sens i wartość mojego istnienia. Wiara w to, że nieważne co by się stało, lęk nie jest moim końcem i moim przeznaczeniem, że jest epizodem, który powraca nieskończoną ilość razy, ale ze skończoną mocą. Dlatego wiem, że nie poddam i nie oddam się lękowi, ze kiedy minie cała noc chwil od zmrużenia do otwarcia oczu - to obudzę się na nowo niczym ludzki Feniks z ciemnych płomieni i niewidzialnego popiołu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz