środa, 20 czerwca 2007

Ukojenie (bolesne pożegnanie).

Widzę je często. Zamknięte w czterech ścianach samotności, wsłuchujące się z głuchą nadzieją w nigdy niewyszeptane czułe słowa. Zagubione w krótkiej pauzie między przypływem przygnębienia a burzą strachu. Z oczami niewinnymi i czystymi od setek rzek niewypłakanych łez. Poskładane z braków, cierpień,  i niezaspokojonych, rozrywających boleśnie duszę tęsknot. Z marzeniami tak nikłymi, że można je ukryć w każdej pojedynczej i przepastnej sekundzie niespełnienia. Ze skórą lepką od wilgoci kłamstw unoszących się codziennie pod nieboskłonem sufitu. Naznaczone przerażającym piętnem niewypowiedzianych słów, nie mogących powstać nawet tam gdzie ostra jak błyskawica prawda uderza czasem o mroczną ścianę rzeczywistości. Poutykane pomiędzy jednym kieliszkiem a drugim, niepotrzebne i zbędne tak samo jak niepotrzebne i zbędne było to co nie służyło piekącej gardło bogini. Z umysłem coraz bardziej ślepym od sączącej się z najbliższych ust trucizny, z wnętrzem zastygającym w twardy i mocny jak granit wstyd. Z pamięcią nasączoną bólem znienawidzonych wspomnień psujących rzadkie i płochliwe chwile spokoju. Tak mało ważne dla najważniejszych i tak bardzo spragnione tego czego nie mogą mu dać upadli niewolnicy własnych słabości. Skazane przez okrutnego reżysera na odgrywanie ról w kostiumie, który ma rękawy o 20 lat za krótkie. Czujne jak małe zwierzę, wielokrotnie ukarane za śmiertelny grzech nadmiernej ufności. Z wewnętrznym światem zaklętym w fałszywą oazę chwilowego ratunku, i wrażliwością tak wielką, że można w niej utopić wszystkie cierpienia tego świata i nadal nie będzie widać dna.

Wiedz, że patrzę na Ciebie spod przymrużonych bladym światłem monitora powiek i wiedz, ze jestem tutaj aby dać Ci spokój i ukojenie. Nie mam daru dotyku ani nie umiem zakląć ukrytego we mnie żaru w ciepłe spojrzenie ani w szczodry gest przyjaźni. Dam Ci w zamian coś innego. Coś, co jest moją mocą i moją drogą, moim sposobem na przetrwanie, walkę i zwycięstwo- nawet między jedną klęską a drugą. Daję Ci moją gorącą Wiarę w to, że nasze cierpienie, nasze Piekło, nasza gehenna, nasze rozciągnięte na strunie czasu męki są, były i będą źródłem nieustającej siły i mocy. Zostaliśmy wybrani przez ślepy Los do tego aby znieść więcej i doświadczyć więcej. Przetrwaliśmy mimo, ze dźwigaliśmy nieskończenie ciężki i postawiony na głowie świat. Mamy siłę tak wielką, że nie wysuszyły jej piekielnie mocne podmuchy pustki z najukochańszych serc. Poczuj więc tę silę! Pozwól jej płynąć, zagrzewać, przezwyciężać i zdobywać. Stań się zaprzeczeniem fałszywego planu, który przygotował nam Los! Uwolnij się.
To jest moje przesłanie, weź z niego ile zechcesz, a resztę odrzuć. W końcu masz prawo wybierać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz