Dziwadełka to specyficzny stan materii składającej się z samych kwarków i wymykającej się wszelkim prawom klasycznej fizyki. Blog, który miał być zwykłym zapisem moich myśli z czasem stal się właśnie takim dziwadełkiem,czymś co wymyka się konwencji poezji i prozy. Jedna cząstka dziwadełka może przemienić cały Wszechświat na swoje podobieństwo. Jedno słowo zamienia kolejne w nigdy nieustającą rzekę myśli.
niedziela, 15 lipca 2007
Ona.
Jest jak morska bryza świeżości kojąca napiętą i postarzałą skórę tchnieniem łagodności i zrozumienia.Jest moją Muzą- źródłem uniesień, inspiracji i początkiem wiru w którym rodzą się niespokojne słowa, myśli i pragnienia.Jest srebrzystym głosem, który sprawia, że cała moja dusza delikatnie wibruje i zamienia się w rozmarzone podmuchy ulgi i zadowolenia.Jest oczami, w których iskry inteligencji tańczą z blaskami emocji w upajającym dla oniemiałego widza spektaklu.Jest burzą włosów, słodką zasłoną dla nieuporządkowanych myśli i doznań-uwielbiam być świadkiem ich narodzin.Nie ma nic przyjemniejszego niż bycie ojcem i akuszerem dla uczuć i myśli kogoś tak dla mnie ważnego.Jest oazą delikatności, spokoju i ciepła, z którego sama sobie chyba nawet nie zdaje sprawy.Jest potężnym oceanem, w którym topię codziennie tysiące moich myśli i uczuć, a i tak nie mogę go napełnić.Jest wyzwaniem i niespełnioną obietnicą, tym czego szukam całe swoje życie oczami duszy ślepej od tortur złych doświadczeń przeszłości. Kobieta pełna zniewalającego wdzięku i niewyjęczanych jeszcze dźwięków, posiadaczka bioder tak wyzywających, że nawet w ciszy można usłyszeć ich zachęcający szept.Cała jest jednym niewypowiedzianym pożądaniem, czasem mam wrażenie, że wystarczyłoby szepnąć jedno delikatne zaklęcie, żeby uwolnić jej ciało z tytanowych więzów umysłu.Jest przestrzenią dla nieskończonej liczby pragnień i marzeń, obaw i złudzeń, radości i smutków, od jakiegoś czasu jest dla mnie źródłem ruchu i poczucia, że bliskość to tak przerażająco i strasznie zniewalający stan. Jest dla mnie tak ważna, ze świadomość jej istnienia jest powodem do świętowania każdego kolejnego oddechu.Bywa tez moim katem, myślę, że ona nawet nie ma pojęcia jak mocno moje poszarzałe serce krwawi smutkiem i opuszczeniem, kiedy jej nie ma.Ostatnio wbiła pierwszy gwóźdź w krzyż mojego nienasycenia.Z bólem i smutkiem patrzyłem na pełzający u moich stóp ból.Syczał, wił się, szeptał o odwet, o obronę,o działanie, błysk, krzyk.Zmiażdżyłem mu głowę stopą mojej pokory,wiem, że gdybym słuchał jego podszeptów za każdym razem to na zawsze zostałbym sam z moimi ideami. Napiszę to, mimo iż tysiąc lęków w mojej umęczonej głowie krzyczy mi, że to mnie może zniszczyć.Kocham ją.Kocham ją, ale nigdy jej tego nie powiem,kto wie, może to całkiem niedługo- w końcu nigdy to tylko kilka chwil czasu sączących się przez filtr niepamiętania.Kocham ją,ale nie mogę być przy niej i to jest czarna dziura mojego Wszechświata wsysająca i niszcząca większość mojej energii.Kocham ją tak bardzo, że jestem na granicy odrzucenia jej i nas poza granice mojego odczuwania i rozumienia, poza mroczną barierę, gdzie będzie mi już wszystko jedno i gdzie umierają inni ludzie bez znaczenia.Czasem tak wspaniale jest być idealistą,ale bywa, że to tak strasznie,okropnie, traumatycznie boli. Jak dobrze, że ona o tym wszystkim nie ma pojęcia, kto wie co mogłaby poczuć i pomyśleć...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz