środa, 9 kwietnia 2008

Las.

Ciemna gęsta ściana drewnianej namacalności szepcze do mnie cichym skrzypieniem powykręcanych kończyn.Falujące obłoki liści i igieł tańczą z czernią nocy w posępnym i nigdy niekończącym sie uścisku.Martwe jęki dawno nieżywych gałęzi wypełniają pustym szelestem głębię pachnącej mchem ciszy.W Lesie jest zawsze tyle spokoju i majestatu.Gruba skora brązowej kory nie drży pod wpływem delikatnego dotyku,jasne drewniane serca szpalerów drzew nie zaczynają bić mocniej pod wpływem wspomnień zeszłorocznego wiatru.Las jest idealną kompozycją fascynujących,utwardzonych i zakorzenionych osobowości-nie jest od nikogo ani od niczego zależny.Las ma własną sferę lęków i niedomówień, las nie jest po prostu straszny, las jest groźny tak jak groźne jest wszystko to co istnieje we własnej i niezależnej od świata odrębności.Las sam wytycza granice swojego istnienia,jest wiezieniem i pułapką dla przestrzeni która zaskoczona nie może się odnaleźć pośród bliźniaczo i zwodniczo podobnych drzew.Cóż w tym dziwnego,przecież nie tylko ona gubi sie w Lesie.Las jest ostatnio moim jedynym przyjacielem.Patrzę na niego z balkonu mojego Sanatorium smakując swoją samotność i wiem, ze gdzieś tam w głębi namacalnego mroku Las mnie słyszy i że jękiem drewnianych słoi stara się ukoić moją wrażliwość.Gdybym nie wierzył tak bardzo straceńczo w pustkę to podziękowałbym Bogu dzisiaj za to że stworzył Las.Niestety podziękowań nie będzie,a mi pozostaje jedynie paląca smutkiem prawda-Samotność jest wyrokiem i karą za to,że nikt nie umie,nie chce, albo nie próbuje Cię zrozumieć.Nic to.Mam przynajmniej swój Las.Może chociaż on poświęci mi jedną,delikatną i błyszczącą żywiczą łzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz