środa, 31 sierpnia 2011

Tęsknota (4 lata póżniej).

 Za dawnym i pełnym życia sobą rozsypanym jak szary popiół na przestrzeni tak wielu pustych lat tęsknię bezgranicznie.
 Za pełnymi ustami,które bezszelestnie szeptałyby coś ważniejszego niż zwykle okruchy codzienności również boleśnie tęsknię.
  Rozpaczliwie także tęsknię za drżeniem dłoni szukających rozkoszy w bezkresnym oceanie upragnionego ciała.
  Za świetlistym spojrzeniem błyszczącym bezwarunkowym oddaniem i bezgraniczna akceptacja z mroku krytyki i obojętności tęsknię aż do granic zatracenia.
 Za podziwem dzikim i pierwotnym płonącym w dzikiej ekstazie ognia splatanych ciał tęsknię z zaciśniętym gardłem.
 Za chęcią poznania i poszukiwania ukryta w długich rozmowach tęsknię chyba najbardziej.Bez niej egzystencja jest tylko pustym i jałowym trwaniem bez wartości i znaczenia.
 Za doznaniem Boga, który zostawił mnie samego na pastwę feymanowskiej sumy po historiach tęsknię w tych rzadkich chwilach kiedy czuje,ze jestem tylko człowiekiem.
  Za zapomnieniem i Nirwana ukrytymi w prostych wzorach chemicznych tez z przerażeniem z rzadka tęsknię.
 Każdy przemijający kwant czasu niesie ze sobą fragmenty moich tęsknot. Kiedyś ,gdy zgasnę już tak bardzo,ze nic nie będzie mnie mogło wskrzesić spojrzę na te rzekę doznań i zrozumiem,ze tęsknota jest nieodłącznym atrybutem spełnienia. Ale na razie tylko tęsknię...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz