czwartek, 16 lutego 2012

Zabawa

 (pamieci Boleslawa Lesmiana,najwiekszego polskiego poety) 

  Zaczlowieczone korytarze ulic roznudzaja gesta tlumowatoscia. Skrzydlujace, metalowe atrapy ptakow wyniebieszczaja biala powietrzowatosc nieba dlugimi warkoczami waciastej dymistości.
  Kwadraciste i kanciatowate pojemniki na zapakowaną w skórę miesistosc i tłustą galaretowatość przemieszczaja się z przeburczalym rozklekotaniem po dlużystych wezystosciach drog.
  Odliściastwione i wyigłowane drzewa nasamotniają przestrzenność wymierzalną jedynie rozstawistością rozbrunatnionych pni.
  Rozkomarzone latem kolorowiste przestrzenie teczowieją z zimna migoczącą krystalodowością.
  Wyblocona sniegowatosc z lubieznistym mlaskaniem polyka ciche kroki rozpędzistego pospiechu. Codziennie odłachmaniona i pracoholizujaca szczudlistosc zabieganych odnóżyn
pokarmizuje jej przeglodniałą kałużnistość.
  Swidrujaca dzwięczystosc dzwonów miesza się z falczystą dzwiękowatoscią wiatru w oddźwiękowany chaotyczniak.
  Umiejąca jedynie zarozumialczyć i gluptasić szarzystowata papkowatosc wylewa się gigalitrami z bylejaczących* ust.
  Przerozbawiona swoja wlasna nadinteligentnoscia próżna beztalentowatość szczerzy rownomierny rzad zębistosci do bezistniejacej widowni monitora.
  Wyraznie jest dzisiaj soba zachwycona!
 

 *jedyny neologizm swiadomie zapozyczony od Lesmiana, reszta moja wlasna (choc bez gwarancji ,ze nie uzywana wczesniej, w sumie sa dosc proste  i oczywiste).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz