(pamieci Boleslawa Lesmiana,najwiekszego polskiego poety)
Zaczlowieczone korytarze ulic roznudzaja gesta tlumowatoscia. Skrzydlujace, metalowe atrapy ptakow wyniebieszczaja biala powietrzowatosc nieba dlugimi warkoczami waciastej dymistości.
Zaczlowieczone korytarze ulic roznudzaja gesta tlumowatoscia. Skrzydlujace, metalowe atrapy ptakow wyniebieszczaja biala powietrzowatosc nieba dlugimi warkoczami waciastej dymistości.
Kwadraciste i kanciatowate pojemniki na zapakowaną w skórę miesistosc i tłustą galaretowatość przemieszczaja się z przeburczalym rozklekotaniem po dlużystych wezystosciach drog.
Odliściastwione i wyigłowane drzewa nasamotniają przestrzenność wymierzalną jedynie rozstawistością rozbrunatnionych pni.
Rozkomarzone latem kolorowiste przestrzenie teczowieją z zimna migoczącą krystalodowością.
Wyblocona sniegowatosc z lubieznistym mlaskaniem polyka ciche kroki rozpędzistego pospiechu. Codziennie odłachmaniona i pracoholizujaca szczudlistosc zabieganych odnóżyn
pokarmizuje jej przeglodniałą kałużnistość.
Swidrujaca dzwięczystosc dzwonów miesza się z falczystą dzwiękowatoscią wiatru w oddźwiękowany chaotyczniak.
Umiejąca jedynie zarozumialczyć i gluptasić szarzystowata papkowatosc wylewa się gigalitrami z bylejaczących* ust.
Przerozbawiona swoja wlasna nadinteligentnoscia próżna beztalentowatość szczerzy rownomierny rzad zębistosci do bezistniejacej widowni monitora.
Wyraznie jest dzisiaj soba zachwycona!
*jedyny neologizm swiadomie zapozyczony od Lesmiana, reszta moja wlasna (choc bez gwarancji ,ze nie uzywana wczesniej, w sumie sa dosc proste i oczywiste).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz