Wykastrowany cierpieniem Rozum z przerażeniem zwraca w spazmach resztki przytłaczającego dnia. Cuchnące mrokiem i cynamonem insekty zwątpienia pełzają po świetlistych szlakach mojego umysłu. Słyszę ich szelest, czuje jak wibrującą ścieżką strachu wciskają się w każdy zakamarek mojej duszy, szepczą obrzydliwe obrazy, podpowiadają skórze paniczne drżenie, toczą fundamenty zdrowego rozsądku.
Słowa kotłują się jak mrowisko, kiedy przyjrzeć mu się uważnie można rozpoznać obrane do kości marzenia i nadzieje. Ich trupi zapach rozsiewa poświatę tak okropną, ze nawet ślepe meble odwracają nieistniejące oczy do wnętrza drewnianych pudel.
Umysł - mój jedyny i prawdziwy przyjaciel krzyczy do mnie gdzieś z oddali szarością bezwartościowych slow, bez jego mocnego ramienia czuje się taki slaby i bezbronny. Przez wiele lat razem budowaliśmy zapory i wały w oczekiwaniu na wielka powódź. Teraz z przerażeniem widzę, ze jedyne co stworzyliśmy to podwodny labirynt. Sens jego istnienia od początku był tak fałszywy jak ciepło, które czuje zamarzający człowiek.
Pohukująca Minerwa wylądowała gdzieś w konarach mózgowej układanki. Będzie dzięki temu mogla z bliska obserwować jak w codziennym rytuale elektryczna burza tratuje kruchą łąkę mojej świadomości. Nic jej to nie obchodzi, takich jak ja może mieć na pęczki każdego dnia.
Milczący Bóg przysiadł na skraju drogiego fotela i z ironiczna mina wypełnia przestrzeń narastającym do krzyku milczeniem. Nigdy nic do mnie nie mówi, nie ma w tym nic dziwnego, w końcu nawet on musi mieć dzieci, których nie chce kochać.
Telefon – małe pudełko pełne pustych i nic nieznaczących slow, obraża mnie swoja arogancka małomownością. Wie ze nic mu nie grozi, w końcu dla bankruta nawet fałszywy banknot bywa bezcenny.
Nienazwane pragnienie nicości skrada się gdzieś w przymglonych zakamarkach pokoju, wola mnie do siebie, obiecuje wyzwolenie i wieczna ulgę, och jak ciężko nie ulec temu syreniemu śpiewowi!
Gdybym chociaż umiał pisać piękne wiersze, napełniać wzdęte sklepienia ciągle jeszcze trochę małpich czaszek ulotnymi emocjami. Gdybym cokolwiek znaczył, stanowił, tworzył!
Gdybym chociaż naprawdę istniał…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz