Wspomnienia zalewają mnie niczym wzburzona morska fala niszcząca domki z piasku wyobrażeń.
Krok po kroku, rozpędzając się w nostalgicznej ucieczce wracam myślą do miejsc które nie maja już prawa istnieć. Miejsc, które były świadkiem tego jak wyłaniałem się z delikatnej piany oczekiwań i niedopowiedzeń.
W jednym z takich miejsc uzyskałem świadomość swojego istnienia, zrozumiałem co to fotel a
co ściana i dlaczego pluszowy mis nie chce oddychać.
Tam odkryłem,ze dorośli brutalnie i bezceremonialnie ingerują w moja dziecięcą
wolnosc. To tam pewnego wieczoru lezalem za wielkim liściem łopianu nie
reagujac na nawolywania rodzicow i oczekujac z perwersyjnym podnieceniem na
nieuchronną karę. To tam wybralem sie na pierwszą w życiu wyprawę trojkołowym
rowerkiem,dojezdzajac az do centrum miasta. Do dzisiaj pamiętam to
przerazenie polaczone z ekscytacją nowością i poczuciem ze nie ma dla mnie już żadnych granic!
Tam tez powiązałem strach i ścisk w gardle z groźnym i ostrym zapachem skórzanego pasa wydobywanego z ciemnej szafy żeby uczyć mnie trudnej sztuki cierpienia.
Tam poznałem swojego pierwszego przyjaciela i zrozumiałem,ze przyjaźń to takie ulotne i nietrwale uczucie.
W tym miejscu po raz pierwszy w wieku kilku lat bawiłem się w doktora z córką znajomej mamy. Pamiętam,ze kobiece cialo wydało mi się takie zabawnie podobne do mojego,za wyjątkiem kilku detali których znaczenia wtedy nie rozumiałem.
Wszystko było wówczas takie monumentalne, subtelnie groźne i pachnące niewypowiedzianą tajemnicą. Moja matka prawie w ogóle nie była jeszcze demonem a ja przez 4 lata bylem jedynakiem, centrum i osią nie tylko mojego Wszechświata.
Tam tez powiązałem strach i ścisk w gardle z groźnym i ostrym zapachem skórzanego pasa wydobywanego z ciemnej szafy żeby uczyć mnie trudnej sztuki cierpienia.
Tam poznałem swojego pierwszego przyjaciela i zrozumiałem,ze przyjaźń to takie ulotne i nietrwale uczucie.
W tym miejscu po raz pierwszy w wieku kilku lat bawiłem się w doktora z córką znajomej mamy. Pamiętam,ze kobiece cialo wydało mi się takie zabawnie podobne do mojego,za wyjątkiem kilku detali których znaczenia wtedy nie rozumiałem.
Wszystko było wówczas takie monumentalne, subtelnie groźne i pachnące niewypowiedzianą tajemnicą. Moja matka prawie w ogóle nie była jeszcze demonem a ja przez 4 lata bylem jedynakiem, centrum i osią nie tylko mojego Wszechświata.
Poznawałem świat zawężony do podworka jak maly kot biegający z dziką radością po
nowym miejscu. Odległości wydawaly mi sie takie wielkie, drzewa niebotycznie wysokie a dorośli potężni,
groźni i wspaniali.
Patrzylem na swojego tatę z niemym zachwytem i podziwem, wydawał się
taki mądry, silny i wszechmocny, gdyby zechcial moglby zmiescic caly swiat w swoich
objeciach. Znal odpowiedzi na wszystkie pytania zarowno te, ktore zadawalem,
jak i wszystkie inne ktore dopiero mialem nauczyc sie zadawac. Tak bardzo
zalezalo mi wtedy na jego milosci i akceptacji, mialem poczucie ze jestem
zwiewnym okruchem istnienia, drobną iskierką, ktora moze w kazdej chwili zgasnac
jesli ktos mnie nie uchroni przed wiatrem szalejacym za bariera obdrapanych
okien.
Obserwowalem walczace w syzyfowym wysilku z wiatrem mewy i marzylem o tym jaki kiedyś będę poteżny i wspanialy, prawdziwy pomnik ludzkiej dumy i godnosci. Marzylem o tym jak bede pomagal innym i jak wszyscy beda mnie kochac i uwielbiac za to jaki będę dobry.
Male, głupie dziecko zamknięte w ciasnej klatce swojego bardzo jeszcze ludzkiego umysłu!
Obserwowalem walczace w syzyfowym wysilku z wiatrem mewy i marzylem o tym jaki kiedyś będę poteżny i wspanialy, prawdziwy pomnik ludzkiej dumy i godnosci. Marzylem o tym jak bede pomagal innym i jak wszyscy beda mnie kochac i uwielbiac za to jaki będę dobry.
Male, głupie dziecko zamknięte w ciasnej klatce swojego bardzo jeszcze ludzkiego umysłu!
Jeżeli naprawdę wyzbyłeś się zachwytu nad światem, to musi to być bardzo smutne.
OdpowiedzUsuńNie jestem w tym odosobniony, nawet chrzescijanski Bog chcial kilkakrotnie zniszczyc swoj swiat rozczarowany ludzmi i tym w co zamienila sie jego kreacja.Rozczarowanie jest przeciwienstwem zachwytu powstajacym wowczas gdy obserwator dojrzal do tego żeby w koncu otworzyc oczy.
Usuńpozdrawiam
Tylko, że chrześcijański Bóg, pomimo rozczarowań, nigdy nie zabił wszystkiego.
UsuńDlatego ja tez pozwalam wszystkiemu we mnie zyc nie zabijajac samego siebie.
UsuńCzyz to nie piekna analogia?
Ale wszystko na zewnątrz najchętniej potraktowałbyś miotaczek ognia?
UsuńNie interesuje mnie to co jest na zewnatrz,nie zajmuje sie tym w ogole piszac.Jestem idealnie hermetyczny i neutralny, bezstronny mozna powiedziec.
UsuńCaly moj swiat jest we mnie i tylko to ma znaczenie.
Czytalem kilka Twoich wierszy, podobaja mi sie te ktore maja posmak smutku i melancholii.
Faktycznie, w pisaniu modnie jest wchodzić w siebie. To nawet przyjemne. Ale czasem coś na zewnątrz, przefiltrowane przez nas, jest równie ciekawe. I staje się częścią nas.
UsuńWiem, Kaczuszencjo. Miło mi.
Moda jest poszukiwaniem iluzji, ja staram sie kierowac jedynie prawdziwymi potrzebami.Coz na tym polega roznorodnosc, niby ten sam swiat jednak ogladany przez kalejdoskop odmiennych spojrzen.
UsuńMam raczej na myśli to, że teraz w dobrym tonie tworząc nowoczesną sztukę (różne jej formy) jest wchodzić w siebie. Ale jeśli nie wypływa to z prawdziwych potrzeb, efekty są marne.
UsuńGdyby nie różne spojrzenia, byłoby nudno. I wyobraźnia też chyba leżałaby zakurzona w kącie.
Ach tak, trendy,mody roznego rodzaju spoleczne powiazania bedace wyrazem swoistego niewolnictwa.
UsuńSztuka w sluzbie idei, sztuka w sluzbie wartosci,sztuka dla pieniedzy, dla prestizu, statusu, ego,pieniedzy kobiet etc.
Jak dobrze,ze dla mnie to wszystko bez znaczenia, jestem tylko ja oraz pustka i chaos na zewnatrz.
Pierwotny egzystencjalizm nieskalany zadna ideologia, kto wie moze brak zachwytu nie jest taki zly;)
Pierwotny egzystencjalizm jest ideologią... powoli wchodzimy na grząski grunt paradoksów :D
UsuńMoże nie jest :) Przyczepiłam się do tego, bo mi ten zachwyt umila przykre dni, a przyjemne sprawia jeszcze lepszymi.
Ja uwazam egzystencjalizm za pierwotne doznanie wynikajace z leku,trwogi i szacunku jakie jednostka odczuwa w kontakcie ze swiatem wewnetrznym i zewnetrznym.Doktryny rodza sie pozniej, jedni boja sie Boga,inni pustki lub mniej okreslonych demonow.Mozna powiedziec ze kazdy jest troche egzystencjalista (nie wnikajac w specyficzne odniesienia do filozofii i konkretnego nurtu).
UsuńTak czy inaczej wiem ze moj nastepny tekst bedzie znowu smutny bo taka jest moja natura.
Pozdrawiam!
W takim razie czekam na następną notkę :>
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńHej, hej. Napisać Ci opowiadanie? Szczegóły tutaj: http://winduru.blogspot.com/2013/04/komu-opowiadanie-komu.html
OdpowiedzUsuńHej, niestety chyba nie mam na nic zapotrzebowania;)
Usuń