niedziela, 10 czerwca 2007

Wir.

Wir wsysa mnie w swój fatalny taniec. Wir z mglistych wyobrażeń, emocji wychwytywanych w skaczących sylabach szeptanych palcami zdań. Wir z własnych potrzeb, oczekiwań, pragnień i złudzeń. Wirują obrazy prawdziwe w przeszłości rzeźbiące w moich emocjach z mocą i ogniem teraźniejszości. Wiruje zdrowy rozsadek z dzika siła oderwany od rozumu ogłuszonego miriadami refleksów i odblasków szalejących myśli. Kręcą się słodkie wizje i marzenia, prawdy mniej lub bardziej prawdziwe, sztywne z natury zasady oburzone nagłym ruchem i chaosem. Obracają się słowa mniej lub bardzie dobrane, codzienne wydarzenia rozmyte przez rotację, rozmazane i pozbawione swojej ważności. Wiem dobrze po co mi wir i wiem dobrze, ze sam go tworzę. Wiem, ze jeden karcący ruch, jeden gest, jeden akt starej, dobrej, niezłomnej i niezawodnej woli może wszystko zatrzymać końcu zatrzymałem kiedyś cały swój roztrzaskany świat, żeby narodzić się na nowo, czym jest wiec dla mnie jeden, nawet bardzo szybki wir? Tylko coś we mnie mówi mi, ze jeszcze trochę, jeszcze raz, do zawrotu głowy, do nieukojenia, przemieszania myśli i uczuć. Nieważne czy naprawdę czy tylko poprzez zamknięte oczy pod niebem złudzeń. Jeszcze tylko troszeczkę, odrobinę, chwilę...Bez żadnych podstaw, dowodów, możliwości, bez żadnych obietnic, po prostu- pozwól się kręcić...Dobrze, więc kręć się wirze tu i teraz, bo jesteś częścią mnie i moich doświadczeń, mną w ruchu i poszukiwaniu. Nie odbiorę ci wirze mocy i energii tak długo jak będziesz miał dla kogo się kręcić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz