tekst z 2007
Czas bywa struną, na której delikatne chwile grają melodie trującego upojenia i rozkoszy. Bywa również czas nieskończonym oceanem wydarzeń i doświadczeń, z których każde waży w jego bezmiarze tyle co garść słonej, morskiej piany. Zdarza się, że czas zamienia się w wielką i niezdobytą górę własnych wydumanych celów i przekonań. Nieliczni nieszczęśnicy, którzy docierają na jej szczyt z przerażeniem odkrywają, że jedyny sens jej istnienia to bezdenna przepaść,w którą trzeba skoczyć. Czasem czas transformuje sie w kamień- twardy i zimny jak lodowe kryształy cierpień, z których poukładane są ludzkie dramaty. Później nagle odparowuje i staje się obłokiem wizji i idei tłoczących się w niezliczonych człowieczych umysłach. Ktoś kiedyś powplątywał podstępnie czas w tkanki ludzkiego ciała, żeby cichym szumem komórkowej klepsydry odmierzał ziarna zniszczenia przesypujące się przez każdego z nas. Duże pokłady czasu można też odkryć kilofem swojej wyobraźni w szczelinach starych murów i królewskich grobowcach, tysiące turystów kopią tam codzienne a i tak zostają jeszcze chronotony dla setek przyszłych pokoleń. Bywa czas łukiem, który strzela we mnie ślepymi strzałami przypadku, ostatnio trafił mnie boleśnie w piętę cynizmu tak bardzo, że kuleję trochę i momentami znosi mnie w kierunku nadmiernej wrażliwości. Ale tak naprawdę czas jest bezdenną przepaścią i wielkim kurhanem, w których mogę pochować własne słabości, porażki i ludzi, którzy mnie zawiedli. Pochować tak głęboko i mocno w odmętach ciemności i niepamiętania, żebym nawet w najgorszych snach nie słyszał echa ich żałosnych i rozpaczliwych krzyków. Tak, tak moi drodzy nieistniejący czytelnicy- czas to jedna wielka obietnica zapomnienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz