piątek, 6 lipca 2007

Drobna perwersja.

Z głębin mojego zadowolenia unosi sie słodki dym rozkosznie rozmarzonych pragnień.Spalam je w sobie powoli,z natarczywym skupieniem, wciskając się namiętnie i bezczelnie pomiędzy jedną a drugą smugę świetliście łaskoczącej przyjemności. Pożądliwym językiem wyobrażeń zlizuję z gęstych jak prysznicowa para wizji smak zalewającej mnie rozkoszy.Pozwalam ślepej skórze drżeć w niespokojnym i zdziczałym rytmie narastającego we mnie wiru fascynacji.Poddaję się pieszczącym strumieniom dreszczy spływającym od karku aż do pięt.Czuję jak zmywają ze mnie resztki nieczucia i nieoddania. Ulegam sam sobie w szalonym i egoistycznym akcie eksplozji żądz i chęci, rozgrzeszam się modlitwą pragnień z wszelkich barier i zahamowań. Czuję odwieczną melodię potrzeb skrytych w grocie niemych zapachów, czuję jak bezładna ściana doznań zbliża się do mnie-pofalowana i tak niewinnie prawdziwa w swojej pierwotności. Pozwalam, jęczę i błagam, żeby uderzyła we mnie! Mocno, głęboko, aż do zapomnienia w białej pianie ekstazy! Niech wdziera się we mnie, drąży, niepokoi, zatraca. Niech dotknie miejsca, gdzie zaczyna się oddech, niech pozaklina fruwające wewnątrz ścian ciała motyle w bursztynowe pomniki pożądania. Och porwij mnie falo, uduś, spraw , żeby oddech stał się banalnym wspomnieniem...

Okropnie wspaniale jest być czasem starym, samotnym i perwersyjnym technokrata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz