poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Splin.

Pełen jestem dzisiaj szorstkiej niewyrażalności. Czuję jakby w głębi mnie na chwile wszystko wygasło i zamarło w oczekiwaniu na koniec szeleszczącej ciszą pustki. Wąski strumyk energii sączy sie od umysłu do serca tak, ze wystarcza akurat na jałowe uderzenia-bez emocji, bez wiary, bez echa. Tyle żeby przeżyć, ale za mało żeby żyć. Pulsująca wegetacja źródła wszelkich doznań wzbudza we mnie leniwa falę nieczucia i niedoznawania. Nieposkładane myśli kotłują się w ciemnym i niebłyszczącym obłoku braku ruchu. Marzenia niczym brązowe liście uschniętej wiary opadają z szumiącego drzewa moich oczekiwań. Piszę dzisiaj raczej z inercji niezgrabnych palców stęsknionych za kochankami wyszukanych fraz niż z głodu słów i rzeczywistej potrzeby. Z drugiej strony warto złożyć czasem hołd Minerwie , bo gotowa jeszcze całkiem mnie opuścić. Trochę już ja polubiłem i myślę, ze te kilka slow czerpanych z bezdennej i nie do końca oświetlonej studni mojego talentu nie jest wielka ceną za jej boską obecność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz