czwartek, 2 sierpnia 2007

Upadek.

Jestem stary i zmęczony. Szczerze mówiąc to powinienem juz nie zyc, ale miałem w przeszłości trochę szczęścia i nadal wegetuje w tym nieidealnym świecie.Dlaczego ziemia tak strasznie parzy bose stopy mojej naiwności, kiedy dotykam jej po długim locie?Nawet nie potrafię dzisiaj dobrze poczuć mojego smutku,nieważne czego bym posmakował i tak czuje tylko gorzki smak zawodu i zniechęcenia.Torturuje sie setkami gęstych jak smoła cierpienia wspomnien, z których każde boli tak strasznie, ze rozpadam sie i rozpływam w ich bezlitosnym okrucieństwie.Jaki jest w tym sens,jaki plan?Jaka Sila Wyzsza i inne brednie głoszone przez uduchowionych (w ich mniemaniu) tchorzy?Dlaczego Ci, którzy kochają życie odchodza, a tacy wypaleni i zmęczeni rzeczywistością cynicy jak ja nadal trwają na przekór wszystkim i wszystkiemu?Ani to efektywne, ani racjonalne, cóż zawsze można to wytłumaczyć wola życia, ekspresja genow etc.Nawet trywialne zjawiska zaczynaja wygladac calkiem zachecajaco w blasku biologicznego determinizmu.Zagubilem gdzies dzisiaj moja metaforycznosc.Uchwycilem sie konkretow i trzymam sie ich, bo wiem ze w trudnych chwilach tylko one moga mnie uratowac.Kilka prostych zasad, kilka slow troche bardziej cennych niz strumienie, w ktorych tone na codzien."Zyj w zgodzie z samym soba", "Konsekwencja ponad wszystko i wszystkich" "Wybieraj to co dla Ciebie dobre", "Walcz o to co dla Ciebie ważne", "Postepuj tak, zebys mogl smialo patrzyc ludziom w oczy", "Dbaj o bliskich ludzi tak jakbys mial dbac o siebie samego".Nawet z prymitywnych desek mozna czasem zbudowac szalas spokoju, ktory choc troche chroni przed burza na zewnatrz.Ok dosc marudzenia i tak nikogo to nie obchodzi i nikomu nie jest potrzebne.Mysle, ze jedyna wartosc tego co pisze to tak naprawde sliczne frazy, ktore czasem rodza sie z mojej milosci do Minerwy, ale poza tym nie ma to wiekszego znaczenia dla swiata i rzeczywistosci.Watpie,zebym kiedykolwiek mogl chociaz wspomniec o spizowym pomniku;) Tak bardzo potrzeba mi dzisiaj Sily i Wiary, blagalbym o nie na kolanach, gdybym mial kogo.Samotnosc to parszywa i podstepna suka, niby mami obietnica wolnosci, ale tak naprawde wypelnia mnie calkowicie i doglebnie.Wracam do powolnego saczenia cuchnacego cygara.Moze chociaz gielda w Stanach zamknie sie na zielono,to bylby jedyny dobry akcent tego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz