niedziela, 9 grudnia 2007

Cmentarz.

Mam swój własny cmentarz schowany w cienistej alei smutnych i ulotnych wspomnień. Składam tam w pokrytych szarym mchem łez grobowcach swoje rozczarowania i zawody.Tak się dziwnie składa,ze maja imiona ludzi których spotykam.Z reguły są to damskie imiona co przeczy powszechnej tezie, ze kobiety żyją dłużej a jednocześnie nadaje temu miejscu ciepły i urokliwy klimat.W wydaniu kobiet nawet śmierć wydaje się trochę mniej czarna i bardziej aksamitna. Uwielbiam kobiety za zwodnicza obietnicę miękkości i ciepła ukrytą za zasłoną długich rzęs, za srebrzysty głos tak inny od chropowatych męskich ryków.I za wizje świata skomplikowane,irracjonalne i całkowicie niekoherentne tez je uwielbiam. Uwielbiam również kobiety za lekkość z jaka zadają piekielnie bolesne rany,kto by się spodziewał ze po dotknięciu kilku slow z anielskich ust można krwawic i płakać z bólu długimi tygodniami?Dlatego każda z tych które odeszły ma na moim swoje ciche,puste miejsce w którym mogę o nich nie pamiętać. Pogrzebanie jest aktem uwolnienia i odcięcia się od związków z dusząca przeszłością, jest wyborem przyszłości poprzez chwilowy upadek, jest w końcu początkiem nowej rzeki zaczynającej się od żałobnych łez. Coz, ja przynajmniej mogę płakać zmarli nie maja tego przywileju.Hm a może oni tez płaczą?Jeśli nawet tak jest to kogo to obchodzi?Na moim cmentarzu nie słyszę i tak nic prócz duszącego świstu wspomnień opadających z drzew minionych lat.Ciekawe na ilu takich cmentarzach ja leżę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz