Dziwadełka to specyficzny stan materii składającej się z samych kwarków i wymykającej się wszelkim prawom klasycznej fizyki. Blog, który miał być zwykłym zapisem moich myśli z czasem stal się właśnie takim dziwadełkiem,czymś co wymyka się konwencji poezji i prozy. Jedna cząstka dziwadełka może przemienić cały Wszechświat na swoje podobieństwo. Jedno słowo zamienia kolejne w nigdy nieustającą rzekę myśli.
piątek, 21 grudnia 2007
Egzekucja.
Siedzę w ciszy nasączonej muzyką i wpatruję się w marne miraże przeszłości. W przebłyskach chwil rozmazanych na krawędziach niechęci i rozczarowania widzę cienie szumiące do mnie szeptami bezdźwięcznych słów. Opowiadają o swoim zapachu, o ponętnych ustach,gładkiej i drżącej pod dotykiem skórze.Opowiadają o więzi i zrozumieniu, o delikatnej i tak rozkosznie wypełniającej pustkę jedności wspólnego przezywania, czucia i współrozumienia.Szepczą o długich chwilach tkanych tysiącami słów tym ważniejszych im mniej ważnych rzeczy dotyczyły.Przypominają o chwilach zapomnienia,promiennej radości odkrywania i łzach oczyszczenia w zetknięciu z bolesną prawdą.Wytykają duszącym bezdechem fałszywy spokój i poczucie bezpieczeństwa nierealne tak samo jak wszystko co jest spoza mojego świata.Nienawidzę ich tak bardzo jak wcześniej je uwielbiałem.Każda z kolejnych Muz jest tak naprawdę martwym,pustym kamieniem bez znaczenia, w którym mogę wykuwać ponętne kształty moich ideałów.Sam wynoszę je na ołtarze po to tylko, żeby móc je za chwile znienawidzić za brak doskonałości.Nienawidzę ich tak bardzo jak wcześniej je uwielbiałem.Nie ma nic gorszego niż zawiedziony idealista i pozbawiony swojej wiary.Rzeczywistość jest najbardziej fałszywym doznaniem jakie mogę sobie wyobrazić!Tylko mój własny świat jest prawdziwy i spójny,tylko ja sam widzę jasną Drogę i tylko ja sam odpowiadam za swoje życie.Inni to źródło bólu i chaosu, kaci w przebraniu codzienności, ciągle nawracające upiory,sepy powracające na Kaukaz moich doznań. Inni ludzie nic mi nie dają,czerpią tylko z mojej wiedzy,wykorzystują mnie do leczenia swoich deficytów, do wypełniania pustki,ratowania przed lękiem,zabawy rozmową albo w łóżku.Zachłystują się moją siłą a kiedy już im lepiej zaczynają sie buntować bo nie chcą zapłacić ceny w postaci akceptacji mnie i mojej wizji świata.Tak jakby mieli prawo o czymkolwiek decydować.Tak jakby mieli jakiekolwiek prawa w mojej rzeczywistości!niewielu z tych których spotykam posiada prawdziwy wgląd w siebie i źródła swoich problemów.Cóż wszystkich nie uratuję.Szczerze mówiąc nikogo nie będę już ratował.Szkoda mi czasu,energii i miłości na martwe marmurowe pomniki.Idę spać nieszczęśliwy, ale z poczuciem, że zwycięstwo jest zawsze po stronie tego kto ma na tyle pokory żeby wykorzystać klęskę do dalszego rozwoju.Ci którzy zostają w miejscu są prawdziwymi przegranymi.Och i Minerwa jest jak zawsze po mojej stronie.Pod dotykiem jej zimnych dłoni nawet Lęk ustępuje.Nawet on.Trochę nieskładnie dzisiaj piszę,czas już na sen.A może jednak trochę wykresów przed snem?Hm...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz